Giant Neostrack Test 2Za chwilę minie prawie rok, odkąd stałem się posiadaczem komputera pokładowego Giant Neostrack. W skrócie to urządzenie co goli, krawaty wiąże i usuwa niechciane ciąże. Czy tak jest naprawdę?

Michał Śmieszek

Dobre pytanie! Z którym ma w sumie problem, bo dziś konkurencja w tym segmencie jest potężna, nie mówiąc o postępie technologicznym. A to w końcu komputer rowerowy, który starzeje się niemal tak samo szybko co zwykłe stacjonarne, tablety, srajfony, etc. Każdy sprzedawca reklamuje swój produkt jako ten najlepsiejszy na świecie. Nie inaczej jest z Giantem, który gigantem rowerowym już jest bezsprzecznie i nie zaryzykowałby raczej wypuszczenia na rynek elektronicznego "guano peruwiano". Tym bardziej, iż  jednym z celów była walka z konkurencją - Wahoo, Bryton, Garmin, Polar. Hmmmm....no może ten środkowy gracz nie do końca pasuje w tym zestawieniu, ponieważ to właśnie "Brytończycy" współtworzyli "elektronicznego mordulca" z logiem Gianta, co zdecydowanie odbiło się na jakości produktu - zarówno pozytywnie jak również...mniej pozytywnie :) :).

Giant Neostrack TestZacznijmy od początku, czyli od prezentacji. Giant Neostrack, to zaawansowany komputer rowerowy z wbudowanym odbiornikiem GPS. Ma nowoczesną stylistykę kojarzącą się z produktami z pierwszej dekady XXI wieku, czyli przypomina komputer ZX Spectrum a nie najnowszego I-Phona X. Dla gimbazy, bez urazy, to z miejsca dyskwalifikacja, ale dla mnie - 40latka, to wręcz idealna sprawa. Nadal trzeba wciskać małe, niewygodne, wkurzające guziki a nie smyrać brudnymi rękawiczkami po ekranie. Nie ma kolorowego ekranu, tylko monochromatyczny wyświetlacz LCD, który pozwala wyświetlać dane w takiej wielkości, że moje starcze, zmęczone korporacyjną pracą oczęta mogą skupić się na okrągłościach rowerzystek zmierzających codziennie do pracy, nie tracąc jednocześnie z pola widzenia cennych informacji o prędkości, watach, długości wytrysku, nie wspominając o zmianie pampersa w bibszortach. Naturalnie, mamy do wyboru aż 5 konfigurowalnych ekranów, na których można wyświetlić od 3 do 8 pól danych - informacji tych zupełnie podstawowych jak prędkość aktualna średnia, aż po bardzo specjalistyczne jak np. przyrost mocy, aktualne przełożenie tylnej przerzutki Shimano DI2 i wiele, wiele innych, z których korzystają prosi lub ci, co wyobrażają sobie, że nimi są. Z bardzo praktycznych funkcji wyświetlacza Neostrack jest jego eleganckie podświetlenie, którego intensywność oraz czas możemy także dostosować do własnych preferencji.

Neostrack nie oferuje ekranu dotykowego, trzeba nadusić przyciski - po dwa na dłuższych bokach, oraz jeden na dolnej krawędzi urządzenia. Przyciski są gumowane i całkiem solidne. Baa, wręcz za solidne! Są na tyle trudne w przyciskaniu, że nie ma opcji pomyłki podczas gmerania. W skrajnych przypadkach a taki raz się zdarzył, próba zmiany ekranu w rękawiczkach skończyła się wyczepieniem Neostrack z podstawki, co było dość zaskakującym doświadczeniem okraszonym stekiem przekleństw.

Giant Neostrack Test 5

GIant Neostrack Test 6

Skoro mowa o ergonomii i praktyczności, a także mocowaniu urządzenia, to nie można nie wspomnieć o kolejnej małej wpadce. Ja rozumiem, że Neostrack współtworzyli goście z Brytona, ale czy naprawdę musieli odcisnąć swój znak także na mocowaniu, które jest bardzo podobne do najpopularniejszego standardu Garmin, ale niestety tylko podobne. Nie jest nawet Brytonowskim standardem. Komputer wkręca się w podstawkę jedną ósmą obrotu.

Giant Neostrack Test 7

W efekcie skazani jesteśmy na ten, bądź co bądź, niepopularny standard "made by Giant". Nawet chiński Aliexpress jest biedny w tym względzie. Plusem jest na szczęście obecność w pudełku podstawek na dwa rowery - jedna na klasycznym, plastikowym ramieniu z obejmą na kierownicę, druga zaś mocowana na gumki. Przyczepić się nie można, bo oba elementy wykonane są przyzwoicie i poprawnie spełniają swoje zadanie.

Odczepiam się od podstawek i wracam do głównego tematu. Neostrack....temat rzeka. Po włączeniu urządzenia, wita na ono ładnym logiem producenta. Konfiguracja nie jest bardzo trudna, ale potrafi wystawić na próbę cierpliwość właściciela. Trzeba się niestety trochę naklikać, co w przypadku, wspomnianych, zbyt solidnych przycisków wymaga więcej wysiłku większego "niż zwykle". W pierwszej kolejności wprowadzamy własny profil, potem podłączamy "peryferia", czyli wszelkie nadajniki HRM, mocy, czarnej magii, kadencji, prędkości, które wykorzystują protokół ANT+ lub Bluetooth Smart (tu V4.0). Neostrack wykrywa je bez większych ceregieli, np piasta Powertap, lub standardowy czujnik tętna konkurencyjnego Garniaka. Last but not least...nie zapomnijcie zmienić język na "Polski" - tak, tak...Polska być doceniona kolarska kraina.

Pewnie ciekawi Was, jak Neostrack radzi sobie z satelitami. Otóż trzeba przyznać, że na tym polu projektanci nie zawalili - Giant łapie fix bardzo szybko. "Na zimno", czyli pierwsze włączenie lub dłuższa bezczynność, logowanie trwa zirka 60-120 sekund. Za to rozgrzany Neostrack, to moim zdaniem jeden z liderów - fix trwa od kilku do kilkunastu sekund. Nadajnik GPS współpracuje z amerykańskimi satelitami oraz jednocześnie łączy się z systemem Glonass. W efekcie otrzymujemy naprawdę dobrej jakości lokalizację. Nie będę jednak czarował - nawet współpraca "Ruska, Amerykanina, Chińczyka i Polaka" nie gwarantuje, że na całej trasie będziemy mieli prawidłowy odczyt prędkości. To nadal urządzenie cywilne a nie wojskowe.

Giant Neostrack Test 4

Dobry GPS to nie jedyny element godny wypominków. Kolejnym jest czas działania. Neostrack ma jakąś kosmiczną baterię, albo dopracowane algorytmy jej zużycia. Po prostu działa, i działa, i działa....i działa...tydzień mija...a on nadal chodzi. Serio. Producent podaje czas ok 33 godzin, ale mam wrażenie, że jest lepiej, nawet z włączonym podświetleniem (patrz zdjęcie tytułowe). To jest naprawdę lider. Ładowanie odbywa się poprzez gniazdo micro-usb i trwa około 2h. Byłoby nieładnie nie wspomnieć, że producent zadbał o bezpieczeństwo naszego komputera przed trudnymi warunkami pogodowymi. Neostrack gwarantuje wodo- i pyło-szczelność na poziomie klasy IPX6

Co jeszcze gwarantuje nam producent? Doskonałą zabawę podczas przesyłu danych, bowiem możemy posłużyć się Bluetoothem lub...uwaga Wi-Fi. Oba protokoły działają, ale całkowicie skrajnie. "Niebieski ząbek" w moim przypadku dopadła najwyraźniej próchnica, bo "upload" i "download" niewielkiej porcji danych trwał tyle, że zdążyłem zrobić pranie i prasowanie. Tryliard razy szybszy przesył danych nastąpił dopiero po relatywnie prostym wykryciu domowej sieci.

To co wiele osób może (ale nie musi) skrytykować to brak nawigacji, która w przypadku modelu Neostrack jest symboliczna. Możemy jedynie wrócić po własnym śladzie i zapisanych punktach. Tryb "mapy" trzeba dodatkowo uruchomić. Pierwotnie nie jest wyświetlany. Użytkownik może wgrać do urządzenia wcześniej przygotowaną trasę zapisaną w formacie GPX, ale z poprawnym odczytem różnie sobie Neostrack radzi, choć generalnie poprawnie.

Śmery - bajery czyli "trening-pro" z Neostrack

To wbrew pozorom całkiem nieprzypadkowo wytłuszczone hasło. Z kilku powodów. Otóż, zgodnie z powyższym opisem, Neostrack to bardzo zaawansowany komputer rowerowy, niezbędny do efektywnego treningu kolarskiego. Potrafi odczytać, zapamiętać a później przeanalizować dane jak również sprawdzić nasze możliwości za pomocą czterech dostępnych testów:

  • test na tętno maksymalne (MHR)
  • test na tętno na progu mleczanowym (LTHR)
  • test na funkcjonalną moc progową (FTP)
  • test na maksymalną moc aerobową (MAP)

Giant Neostrack Test 3

Jeno, czy aby na pewno Neostrack jest takim wszędobylskim urządzeniem? Chmmm...byłby, gdyby nie...co tu dużo pisać, bardzo podstawowa funkcjonalność aplikacji Neostrack, której brakuje niemało do fabrycznego oprogramowania konkurencji, jak np. Polar czy Garmin. Programiści powinni zdecydowanie zastanowić się nad dodaniem możliwości głębszej analizy danych. Wkurza mnie np. że nie można wgrać własnego planu treningowego, co jest wręcz niezbędnym elementem profesjonalnego treningu...nawet na poziomie "amatorskiego Tour de Podwórko".

Wróóóć.....Neostrack daje ci, drogi użyszkodniku taką opcję, ale musisz założyć sobie konto na portalu TrainingPeaks, opłacić czesne i dopiero wtedy wgrywać, zgrywać i analizować przyrost watów oraz mięśni. Fajnie, ale wolałbym jednak urządzenie bardziej uniwersalne, bez tzw "DLC". Ach....no tak, Neostrack łączy się także ze Stravą, ale to jednak nadal ciut mało.

Do grona absurdów lub technicznych lapsusów zaliczyłbym także "zabezpieczenie" wzorowane chyba na oprogramowaniu trenażerów Tacx. Otóż aby móc "analizować" i zgrywać nasze wyniki z wyścigu po ziemniaki, musimy dodać urządzenie wprowadzają jego numer seryjny - urządzenie jest wtedy na stałe przypisane do naszego profilu i konta. Wszystko cacy, gdy jesteśmy pierwszym właścicielem. Schody pojawiają się, gdy odkupujemy Neostrack od kogoś, kto nie raczył usunąć urządzenia z własnego profilu. Trzeba się wtedy skontaktować mejlowo z pomocą techniczną, opisać "issue" i czekać na pozytywny (lub nie) finał...mnie się udało. Dziś, gdy liczy się każdy wat i każda sekunda, taka nadgorliwość programistów jest po prostu nie na miejscu. :) :).

PODSUMOWANIE...bo co tu więcej pisać.

Jak to w życiu bywa, wszystko zależy od punktu zamocowania, siedzenia, widzenia i potrzeb. Komu poleciłbym Neostrack? Najłatwiej powiedzieć, że każdemu, ale to nie będzie prawda. Otóż NEOSTRACK to zdecydowanie urządzenie amatorskie, bardzo zaawansowane, ale nadal amatorskie. Taki super-prędkościomierz rowerowy z tryliardem mniej lub bardziej potrzebnych funkcji uruchamianych wraz z rozwojem jego właściciela. Kiedy następuje kres jego cudownych możliwości? Otóż w chwili, gdy użytkownik zapragnie być bardzo pro, ma pomysł (wiedzę) jak i co trenować, ale niekoniecznie potrzebuje do tego "osobistego trenera" z TrainingPeaks.com. Do treningów nada się tylko wtedy, gdy wszystko macie piękne poukładane i zapamiętane na twardym dysku w waszej głowie.

Warto kupić Neostrack dla samego faktu posiadania czegoś innego niż Garniak i Reszta Świata. A Giant, to nie pierwszy lepszy Azjata. Tajwański kompiuter odpłaci się Wam z nawiązką, fantastycznym czasem pracy, doskonałym wyświetlaczem LCD, jakością wykonania i możliwością pokazywania w czasie jazdy niemal cokolwiek wam przyjdzie do głowy. Z technicznych niuansów, usprawniłbym jedynie działanie przycisków - są zbyt "twarde" i momentami leniwe, a także pomyślał o rewizji mocowania, tak aby było kompatybilne z tymi "najpopularniejszymi".

Obecnie urządzenie kosztuje około 800PLN i wydaje się to być akceptowalną ceną biorąc pod uwagę możliwości tego komputera.

Giant Neostrack Test 8

 

TAGI Giant Neostrack test, komputer rowerowy test, jaki komputer rowerowy, licznik z GPS, nawigacja GPS, licznik rowerowy